KTO SIĘ BOI WARSZAWSKICH KLUBOKAWIARNI?

Article published on July 16, 2013
Article published on July 16, 2013

This article has not been vetted by an editor at Paris HQ

Ziąb wiejący z pustych miejsc po niektórych z zamkniętych klubokawiarni, przyprawia Warszawiaków o dreszcze. Niektórzy mówią o złym czarze rzuconym na warszawskie życie nocne, wielu uważa to za naturalną kolej rzeczy. Jakie zmiany przyniesie trwające negocjacje na linii Ratusz – przedstawiciele klubokawiarni? Czy wspólnoty mieszkaniowe zaakceptują w końcu fakt, że miasto nie śpi nocą?

R.I.P CHŁODNA 25

W październiku 2011, z nieznanych powodów swoje życie zakończył ”Obiekt Znaleziony” – niezwykle popularny klub mieszczący się w podziemiach Zachęty. Następna do odstrzału była praska kawiarnia ”Po Drugiej Stronie Lustra”, która swych gości pożegnała w styczniu 2012 roku, by ustąpić miejsca budującemu się pod tym adresem apartamentowcowi. W czerwcu tego samego roku zamknięto legendarne ”Kamieniołomy”, a zaledwie miesiąc później, w atmosferze ogromnych kontrowersji, do historii przeszła zaangażowana kulturalnie i politycznie klubokawiarnia ”Nowy Wspaniały Świat”. I choć powody, dla których te miejsca przestały istnieć są różne, to samo pozostaje niezadowolenie wzbierające w mieszkańcach Warszawy. Warszawiacy mówią: „nawet gdybyśmy chcieli mieć swoje ulubione kawiarnie, do których zawsze będziemy mogli wrócić – czy to za trzy, czy też pięć lat – nie możemy, bo pojawiają się i znikają jak tęcza”. Gdy latem 2012 roku zaczęły krążyć pogłoski na temat zamknięcia klubu ”Warszawa Powiśle” (Straż Miejska wniosła o odebranie lokalowi koncesjii na sprzedaż alkoholu z powodu skarg ze strony sąsiadów), w obronie klubu stanęli stołeczni artyści i intelektualiści. W opublikowanym w sieci krótkim filmie ”Jeśli Warszawa to Powiśle” lokalu bronili m.in. Andrzej Chyra, Radzimir Dębski i Michał Piróg. „Powiśle” udało się ocalić. Innym lokalom niestety zabrakło szczęścia.

Czarę goryczy w kwestii gorących adresów, które znikają z nocnej mapy Warszawy przepełniło ostateczne zamknięcie wiosną 2013 roku klubokawiarni i ważnego centrum kulturalnego ”Chłodna 25”. Bezpośredni powód – wygaśnięcie koncesji na sprzedaż alkoholu. Prawdziwy powód – na wydanie nowego pozwolenia nie zgodziła się wspólnota mieszkańców bloku, na parterze którego mieściła się klubokawiarnia. Sąsiedzi skarżyli się na nieustający hałas pod oknami, brud i niekulturalne zachowanie gości ”Chłodnej 25”. O klubokawiarnię próbowano walczyć – powstał List Przyjaciół Chłodnej 25, w którym proszono wspólnotę o dialog, klubokawiarnia zmieniła nazwę na ”Klub Komediowy Chłodna 25” i profil na bardziej kabaretowy, a jej właściciel przy okazji każdej imprezy zaczął wykupywać jednorazową koncesję na alkohol. Większą uwagę zaczęto przykładać również do zachowywania ciszy na zewnątrz lokalu. Cały ten trud okazał się jednak daremny – po wielu próbach negocjacji, sąsiedzi tupnęli nogą i po raz kolejny powiedzieli ”nie”. Grzegorz Lewandowski, właściciel ”Chłodnej 25” i animator kultury, stracił nadzieję na to, że z sąsiadami ”Chłodnej 25” kiedykolwiek uda się dojść do porozumienia i definitywnie zrezygnował z prowadzenia klubokawiarni na ulicy Chłodnej, wstępnie rozważając przniesienie jej pod inny adres.

JUŻ MY ZADBAMY O TO, ŻEBYŚCIE SIĘ WYSPALI

Według świeżych doniesień prasowych z Teheranu, władze miasta zadecydowały ostatnio o zamknięciu dziesiątek kawiarni i restauracji – wszystko to w trosce o moralność mieszkańców. Czy również w Warszawie władze publiczne i mili sąsiedzi chcą zadbać o to, abyśmy dobrze się prowadzili i przypadkiem za poźno nie kładli się spać?  Jak słusznie zauważył Grzegorz Lewandowski w wywiadzie udzielonym portalowi ”Gazeta.pl”: „Jedna osoba powie, że klubokawiarnia jest speluną z lewacką młodzieżą, która pije, pali, przeklina i się narkotyzuje; druga, że Muzeum Narodowe to wielki, obrzydliwy kamienny budynek, w którym trzeba zakładać kapcie. Różnimy się i powinniśmy to docenić, żeby nie zmarnować potencjału Warszawy”.

„MIASTO MUSI ŻYĆ”

Pocieszające jest to, że na linii Ratusz – przedstawiciele środowiska klubokawiarnianego trwa ożywiony dialog. W wywiadzie dla radia ”TOK FM”, prezydent Warszawy Hanna Gronkiewicz-Waltz powiedziała, że nie ma wątpliwości co do tego, że miasto musi żyć. ”To nie jest jednak problem na linii miasto-kluby” – stwierdziła, tłumacząc, że kłopotem w tej sytuacji jest sprawa pogodzenia interesów klubów z sąsiednimi wspólnotami mieszkaniowymi. ”Nie mam żadnej niechęci [do klubokawiarni - red.]. U nas w socjalizmie nie było takich atrakcji w postaci klubów, więc rozumiem młodych ludzi, którzy tam chodzą” – zapewniała Gronkiewicz-Waltz. Dodatkową nadzieję na zmianę sytuacji dają odbywające się teraz zmiany w Ratuszu. Pojawiające się ostatnio w prasie doniesienia na temat propozycji, by Grzegorz Lewandowski przejął funkcjię dyrektora Biura Kultury, dla wielu brzmią jak magiczne zaklęcie i obietnica poprawy sytuacji. Jeśli okażą się prawdziwe, los wielu stołecznych klubokawiarni ma szansę się odmienić.

UMARŁ KRÓL, NIECH ŻYJE KRÓL?

Wielu Warszawiaków, którzy z niepokojem śledzą zmiany na kulturalnej mapie swego miasta, boi się skrajnie czarnego scenariusza, w którym zamiast  spotykać się znajomymi do rozgorzałej gwarem klubokawiarni, zmuszeni będą spędzać autystyczne godziny w Starbucksie, by przy kawie pogrążyć sie w laptopowym letargu. Zdaniem 27-letniego Warszawiaka Macieja Władysława Hofmana, nie ma jednak podstaw do obaw – ta wizja nigdy się nie ziści. Maciej studiował w Kolegium Europejskim i pracuje teraz w Departamencie Współpracy z Zagranicą Ministerstwa Kultury i Dziedzictwa Narodowego. W Warszawie mieszka od zawsze i tutejsze życie nocne zna od podszewki. ”Umarł król, niech żyje król” – mówi, dodając, że w momencie, gdy swoje drzwi zamyka jedna kawiarnia, w ich miejsce natychmiast powstają trzy nowe. Czy jednak te nowe lokale skutecznie zapełniają pustkę po swych poprzednikach? Czy nie są to marne krzaki wyrastające w dziurach po wyrwanych potężnych dębach? Na to pytanie niech każdy odpowie sobie sam. Ja mam jedynie nadzieję, że Ratusz doceni kulturalny i intelektualny potencjał warszawkich klubokawiarni i że gdy wrócę z Paryża, w dziurze po ”Pardon ToTu” nie będzie pysznił się bezpieczny dla sąsiadów, zamykający swe podwoje o 22:00 supermarket  ”Żabka”.